Na szybko omówię wszystkie grzechy pierwszej edycji VanguardCup czy raczej AscendCup, bo tak obecnie nazywa się kolejna edycja tego turnieju.
Powiedziałem, że coś naskrobię na temat VanguardCupa? Chyba tak, więc wypadałoby nadrobić zaległości. A bonusowo macie jeszcze kilka słów na temat kolejnej edycji, która odbędzie się już pod nazwą AscendCup (gdyby kogoś to interesowało, to zapisy są już otwarte). Swoją drogą nie mam pojęcia, dlaczego właściciel VC zdecydował się na ten rebranding. Rozumiem, gdyby szły za tym jakieś poważniejsze zmiany, ale tutaj mamy raczej kontynuację tego, co zostało zapoczątkowane pod pierwotną nazwą.
Niby nic nowego, ale…
Większość moich obiekcji dotyczących pierwszej edycji, mogliście znaleźć w wywiadzie z maikiem, który w mniejszym lub większym stopniu wyjaśniał niektóre kwestie związane z VanguardCupem. Wypadałoby jednak trochę ten temat rozwinąć, bo wywiad rządzi się trochę innymi prawami niż bardziej subiektywny tekst, który macie teraz na swoich ekranach.
Dziurawy regulamin
Największą bolączką Vanguarda był regulamin, który chyba do końca pierwszej edycji był ciągle w budowie. Oczywiście nie ma nic w złego w bieżącym łataniu dziur, ale w tym konkretnym przypadku, było to dość problematyczne.
Były nawet przypadki, że regulamin był zmieniany w celu np. zablokowania realizacji konkretnej transmisji na platformie Twitch, także… Ciężko o tym nie wspomnieć, jeśli mówimy o wszystkich problemach, jakie wystąpiły podczas pierwszej edycji.
Wybiórcze stosowanie regulaminu
To co mnie osobiście najbardziej zaszokowało, to podejście maika do regulaminu. Bo wiecie, po coś ten regulamin się tworzy. Najczęściej po to, żeby uczestnicy wiedzieli, czego mogą się spodziewać i jakich zasad nie powinni łamać.
W przypadku VanguardCup regulamin był, ale… Główny administrator wiele razy olewał temat jego stosowania w praktyce. Efekt? Uczestnicy zaczęli kwestionować niektóre punkty regulaminu, a coś co miało w teorii pomóc w bezproblemowym przeprowadzeniu rozgrywek (ugodowe decyzje administratora), stało się wstępem do o wiele dłuższej dyskusji, która – w moim odczuciu – była kompletnie niepotrzebna.
Zbyt mała liczba administratorów
Sam regulamin może nie byłby aż tak wielkim problemem, gdyby nie fakt, że za turniej odpowiadała w zasadzie tylko jedna osoba. Jeśli więc administrator stawiał swoją osobę ponad regulaminem, a sam jeszcze w dodatku uczestniczył w rozgrywkach… Chyba nie muszę pisać, jak to wygląda z perspektywy gościa, który właśnie przegrał na zespół admina.
Rozwiązania były dwa. Regulamin powinien być o wiele bardziej szczegółowy lub sam turniej powinien posiadać o wiele większą pulę administratorów, którzy mogliby bezproblemowo zarządzać całymi rozgrywkami. Niestety, turniej dał ciała w obu tych przypadkach, więc był za to punktowany.
Gównoburza o commsy
To czego kompletnie nie rozumiem, to ta cała gównoburza o commsy. Od dawna mam wrażenie, że polska scena amatorska CS2 ma jakiś kij w dupie i nadal nie rozumie, że esport to w dużej mierze rozrywka, a nie jakieś profesjonalne rozgrywki competitve, które stanowią minimalny % całego zjawiska.
Przewartościowywanie swoich commsów (na poziomie 3 lvl faceit) i taktyk (pożyczonych od pro teamów), to jest zwykły rak. Obawa o to, że jeszcze przeciwnik sprawdzi nagrania oraz demka i użyje tych taktyk przeciwko tobie… Poważnie? W 2026, gdzie zawodnicy League of Legends potrafią streamować mecze ligowe, a na turniejach Apex Legends podgląd POV to standard?
Spory z drużynami
Standardowo jak to bywa w przypadku turniejów, także tutaj przytrafiło się kilka sporów. Począwszy od wspomnianego starcia o commsy – które ostatecznie nie ujrzały światła dziennego, a skończywszy na rezygnacji z dalszego udziału w rozgrywkach przez ekipę ZERO POMYSLU.
Standardowo mogę powiedzieć tylko jedno – takie sytuacje się zdarzają i raczej ciężko jest zawsze dogodzić wszystkim. Nie szukałbym tutaj na siłę prób zdyskredytowania jednej drużyny kosztem innej, aczkolwiek rozumiem, że pewne sytuacje lub decyzje admina, mogły zostać odebrane przez uczestników jako bardziej kontrowersyjne.
Nagonka na właściciela
Z tych mniej przyjemnych rzeczy, które raczej trzeba zaliczyć na plus dla maiKa, to pewnego rodzaju nagonka, rozpętana przez kilka osób z community (zdziwię was, jeśli napiszę, że nie chodzi o sequ3ra?). Czy te osoby miały rację w niektórych kwestiach? Tak. Czy można było te obiekcje przedstawić inaczej, np. bardziej rzeczowo? Zapewne tak. Czy bezpośrednie atakowanie organizatora turnieju miało sens? Nie, bo już przykład Feather Cup, wszystkim nam pokazał, że takie bezmyślne uderzanie we właściciela danego turnieju, przynosi raczej efekt odwrotny do zamierzonego (pozdrawiamy tutaj redaktora Underground CS2).
Klapa w mediach?
To czym najbardziej na minus zaskoczył mnie VanguardCup, to były media – a dokładniej social media. A raczej zjazd, jaki ten turniej w nich zanotował. Początkowo wyglądało to dość dobrze. Czytelna drabinka, regularne dodawanie info o meczach. Taki standard, którego oczekiwałbym od każdego turnieju. Niestety mam wrażenie, że z każdym kolejnym dniem, było coraz gorzej. Mniej informacji, brak info o kolejnych rozgrywanych meczach czy nawet sam finał, który przeszedł trochę bez echa.
I żeby była jasność, nie twierdzę, że każde rozgrywki muszą być jakoś wybitnie medialne. Jeśli jednak chcemy stopniowo podnosić poziom tych turniejów na polskiej scenie CS2, to musimy się liczyć z tym, że dobrze prowadzone sociale, są ich istotną częścią.
Wypłacone nagrody
Tu chyba bez zastrzeżeń, bo nikt nie robił o to afery, więc kasa raczej została wypłacona w terminie i bez problemów. Jeśli się mylę, to dajcie znać!
To jaka była ta pierwsza edycja?
Podsumowując pierwszą edycję, można powiedzieć klasycznie, że nie było tragedii, ale nie było też efektu wow. Zwykły turniej, który został doprowadzony do końca, chociaż miał kilka słabszych momentów. Nic nadzwyczajnego, ale może to i lepiej, bo poprzeczka przed drugą edycją nie jest zawieszona zbyt wysoko. A skoro już zahaczam o drugą edycję, to…
AscendCup – słaby rebranding
Przejdźmy zatem do rebrandingu. VanguardCup zamienił się na czas drugiej edycji w AscendCup. Pomijając dowcipy o ValorantCupie, powiem wprost. Dla mnie, to jeden z najgorszych rebrandingów, jakie widziałem. Dlaczego? Bo nic nie wnosi do zmiany wizerunku rozgrywek. Co więcej, nowe logo, jest… O wiele gorsze od poprzedniego. Przykład?

Pierwsze logo po rebrandingu, które dalej widnieje jako profilowe na koncie X turnieju, to trochę taki Potwór Frankensteina. Człowiek ma wrażenie, że zostało ono poskładane z kilku różnych pomysłów. Zaburzenie perspektywy, dużo elementów, które wprowadzają za dużo napięcia wizualnego. Ogólnie dramat i raczej bez porównania do starego VC.

Z drugim logo które widnieje na banerze nie jest lepiej, bo tam znowu mamy zaburzenie perspektywy oraz typowy problem zastosowania trójkątów i Ostrowianina wspinającego się po 3k elo. No dobra, to ostatnie zmyśliłem, ale pewnie ktoś się dał na to nabrać. Dużo jest tam też wolnego miejsca, które można by było w jakiś sposób zagospodarować. Dopisać Sprzedam Opla czy coś w tym stylu…
Regulamin na stronie…
To co na ten moment rzuciło mi się najbardziej w oczy, to regulamin wprowadzony na stronie, który wizualnie… zbytnio się chyba nie zmienił od ostatniej edycji. Ciężko więc powiedzieć czy znowu da się go jakoś abuse’ować. Obstawiam, że tak, ale o tym przekonamy się dopiero w momencie, gdy ruszą zmagania.
Szybka reakcja
To co na pewno zasługuje na uwagę, to reakcja na post Fragownika o problemach z nagłówkami na stronie. AscendCup – podobnie z resztą jak kilka innych stron, bardzo szybko zareagował na nasze uwagi i wprowadził wręcz natychmiastowo poprawki na swojej www.

Raczej jest to dobry prognostyk przed startem kolejnej edycji, bo pokazuje, że nikt tam nie wykłada lachy na dalszy rozwój projektu. A to dobrze, bo im więcej cyklicznych turniejów na polskiej scenie, tym lepiej. Być może kiedyś uda nam się te wszystkie rozgrywki zamknąć w jakiś solidny polski circuit, który będzie dostarczał punkty VRS?
Jeśli masz do nas jakieś pytania, to wyślij je nam poprzez formularz kontaktowy – postaramy się odpowiedzieć na nie tak szybko, jak tylko się da.
Możesz nas także wesprzeć, kupując nam kawę w serwisie buycoffee.to.